Najpierw pojawił się SARS. Potem był MERS-CoV. Teraz trzeci śmiertelny szczep koronawirusa – COVID-19, pochodzący z Wuhan w Chinach – przeszedł ze zwierząt na ludzi, a jego zakaźne aerozole podróżują po świecie z alarmującą prędkością.

Wirus atakujący układ oddechowy rozprzestrzenił się w niecały miesiąc w 20 krajach, od Finlandii po Japonię, Australię i Stany Zjednoczone aż po Zjednoczone Emiraty Arabskie.

W ciągu zaledwie jednego dnia, liczba zakażonych osób gwałtownie wzrosła o 60%, do 4500. Dwa dni później, gdy liczba zakażeń przekroczyła 8 000, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła „stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym”. Kilka godzin później, potwierdzono ponad 10.000 zakażonych osób, a liczba zgonów wyniosła 213 osób.

Do tej pory, ten koronawirus powodujący powikłania dróg oddechowych pokonał monumentalne wysiłki związane z powstrzymaniem jego rozprzestrzeniania się – 60 milionów chińskich obywateli dostało zakaz wyjścia z domów, loty oraz przejazdy kolejowe zostały zawieszone, pasażerowie statków wycieczkowych zostali poddani kwarantannie, szkoły i restauracje są zamknięte, festiwale i wydarzenia sportowe zostały odwołane a fabryki i parki rozrywki pozostają zamknięte.

Wszystko to, podkreśla surową rzeczywistość: nawet po udanej izolacji COVID-19, z pewnością pojawi się kolejny wybuch epidemiologiczny koronawirusa.

„Bijemy na alarm o tych wirusach od 15 lat – od czasu SARS” – powiedział dr Peter Daszak, współautor badania z 2017 roku, w którym wśród gatunków nietoperzy w Chinach, stwierdzono cztery szczepy koronawirusa „wysoce podobne ”do ludzkiego wirusa SARS.

Badanie opublikowane w PLOS Pathogens przewidziało „ryzyko przeniesienia się wirusa na ludzi i pojawienie się choroby podobnej do SARS”.

Zwiększona ilość podróżujących po świecie, oraz gwałtowny wzrost urbanizacji, wraz z szybką mutacją koronawirusów, sprawiły, że rozprzestrzenianie i rozmnażanie się 2019-nCoV było nieuniknione.

„Jedną z konsekwencji bardziej skomunikowanego świata, jest to, że epidemie mogą rozprzestrzeniać się na skale światową znacznie szybciej niż miało to miejsce 50 lat temu”, ostrzega Mike Turner, dyrektor naukowy Wellcome Trust, brytyjskiej organizacji non-profit z branży zdrowia.

W zasadzie, w ciągu ostatnich 15 lat, gwałtownie wzrosło ryzyko wybuchu epidemii.

W 2005 r., Dwa lata po wybuchu SARS, tylko 3 miliony międzynarodowych pasażerów lotniczych przybyło do Chin i wyjechało z nich, 233 trasami; w 2016 r. 51 milionów pasażerów przeleciało 739 trasami lotniczymi, dając wirusowi znacznie więcej możliwości ucieczki.

Pozostaje niejasne, czy koronawirus z Wuhan może zostać przeniesiony, zanim u pacjenta wystąpią objawy, takie jak gorączka, przekrwienie, ból głowy, kaszel i ból gardła. Nie znana jest również długość okresu inkubacji.

Jednak, wraz ze wzrostem liczby zakażonych osób i ofiar śmiertelnych, jedno jest pewne: służby zdrowia oraz szpitale muszą eskalować działania izolacyjne.

„Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, z inteligencją, spokojem i pełnym zaangażowaniem zasobów, aby ugasić ten wybuch epidemii nCoV-2019”,zapewnia  David Quammen, autor Spillover: Animal Infections and the Next Human Pandemic.

W przypadku szpitali, oznacza to sięgnięcie po procedury wykraczające ponad higienę rąk, maski chirurgiczne, maski filtrujące, fartuchy, rękawiczki czy okulary ochronne. Środki te są zarówno konieczne, jak i niewystarczające.

Biorąc pod uwagę fakt że infekcje rozprzestrzeniają się drogą powietrzną, szpitale muszą również zainstalować technologię dezynfekcji powietrza zdolną do niszczenia śmiertelnych aerozoli koronawirusa.

COVID-19: „Pierwszy kuzyn SARS’a”

Oglądane pod mikroskopem, cząstki koronawirusa wyglądają jak kolczaste kule, z których każda otoczona jest świecącą koroną – po łacinie „korona”.

Koronawirusy to duża rodzina wirusów dróg oddechowych, które przed wybuchem SARS, były uważane za powodujące jedynie łagodne infekcje u ludzi.

SARS przeniósł się z nietoperzy na ludzi i zaraził ponad 8 000 osób w 29 krajach. Szczególnie zjadliwy, zespół ostrej ciężkiej niewydolności oddechowej (SARS) spowodował ciężkie zapalenie płuc i 774 zgonów, zanim wybuch epidemii został powstrzymany w 2003 r.

Wskaźnik śmiertelności SARS , około 10%, był niższy niż w przypadku kolejnego śmiertelnego koronawirusa który przeszedł na ludzi: MERS (Bliskowschodni zespół oddechowy), zgłoszony po raz pierwszy w Arabii Saudyjskiej w 2012 r.

Przy wskaźniku śmiertelności wynoszącym 34% MERS zainfekował prawie 2500 osób w 27 krajach, głównie na Bliskim Wschodzie.

Wskaźnik śmiertelności COVID-19, uważanego za „kuzyna SARS”, pozostaje nieokreślony, ale wydaje się, że wirus rozprzestrzenia się łatwiej, więc nawet przy niskim wskaźniku śmiertelności wirus może spowodować więcej zgonów.

Guan Yi, wirusolog, który pomógł zidentyfikować SARS, przewiduje, że obecny wybuch może być 10-krotnie większy , ponieważ SARS został przeniesiony przez niewielką liczbę „super spreaders” (wyjątkowo zaraźliwe osoby) i dopiero po wystąpieniu objawów u nich.

Jeśli COVID-19 może się przenieść przed pojawieniem się objawów u zakażonego, jak sugerują badania w The Lancet ,osoby te będą normalnie funkcjonować na codzień, potencjalnie zarażając innych w tym okresie.

Badanie Lancet , które objęło sześciu zainfekowanych członków tej samej rodziny, pokazuje, że „ten nowy koronawirus jest w stanie przenosić się między osobami, w warunkach szpitalnych, w rodzinnych warunkach domowych, a także w obrębie miast”, powiedział współprowadzący badanie autor, Yuen Kwok Yung. „Właśnie to sprawia, że ta nowa choroba jest trudna do opanowania.”

Według raportów WHO, osoby zarażone koronawirusem, średnio, przenoszą chorobę na 2,6 osób .

Według WHO, aby powstrzymać wybuch epidemii, „środki kontrolne muszą zablokować ponad 60% transmisji”, co stanowi ogromne wyzwanie, biorąc pod uwagę, jak daleko wirus już się rozprzestrzenił.

Szpitale mocno dotknięte nowym koronawirusem

 

SARS szczególnie mocno uderzyły w szpitale; w niektórych rejonach Chin pracownicy opieki zdrowotnej stanowili 20% ofiar śmiertelnych. W przypadku COVID-19 pracownicy opieki zdrowotnej znów stają się ofiarami.

W jednym szpitalu w Wuhan 13 pielęgniarek i lekarz zarazili się koronawirusem od jednego pacjenta. Inny lekarz zmarł na wirusa po przerwaniu emerytury, aby móc udzielić pomocy medycznej potrzebującym. Ciężarna pielęgniarka lecząca pacjentów z koronawirusem również się zaraziła wirusem.

W pierwszych tygodniach 1200 pracowników medycznych – w tym ortopedzi i lekarze wojskowi – wysłano do Wuhan, a w 24 szpitalach z 10 000 łóżkami, leczono potwierdzone i podejrzane przypadki wirusa.

W jednym akademiku szpitalnym, znajdowali się pracownicy medyczni poddani kwarantannie. W innym szpitalu, całe oddziały były przeznaczone dla zainfekowanych lekarzy i ich rodzin.

Ponieważ tak mało wiadomo na temat COVID-19, globalni urzędnicy ds. Zdrowia nie mieli innego wyboru niż improwizacja przy pomocy strategii ograniczania rozprzestrzenianiu się zakażeń epidemiologicznych, takich jak kwarantanny i ograniczenia podróży na szeroką skalę.

„Część to nauka, a reszta nadzieja”, przyznał lekarz zdrowia publicznego Gauden Galea, MD, przedstawiciel Światowej Organizacji Zdrowia w Pekinie.

Ale szpitale, które mają mniejszy teren do obsłużenia, mogą w większym stopniu polegać na nauce.

W szczególności, szpitale mogą wdrożyć technologię plazmy ultraniskoenergetycznej firmy Novaerus w celu wyeliminowania unoszących się w powietrzu cząstek koronawirusa.

testach laboratoryjnych, technologia Novaerus okazała się bardzo skuteczna przeciwko bakteriofagowi MS2, powszechnie stosowany substytut SARS, zmniejszając obecność w powietrzu o 99,99%.

Ta technologia jest stosowana w szpitalach na całym świecie, aby zapobiegać rozprzestrzenianiu się innych wirusów, w tym grypy, norowirusy i odry, a także niebezpiecznych bakterii i grzybów, takich jak MRSA, Clostridium difficile i Aspergillus niger.

Urządzenia Novaerus działają 24 godziny na dobę i są powszechnie stosowane w oddziałach ratunkowych, poczekalniach, salach operacyjnych, salach pacjentów i na oddziałach intensywnej terapii.

Technologia dezynfekcji powietrza stała się krytyczna w szpitalach, ponieważ dowody wskazują na ograniczenia higieny rąk, czyszczenia powierzchni i sprzętu ochronnego, takiego jak maski, maski filtrowe oraz fartuchy.

W Chinach zdjęcia personelu szpitala i pacjentów noszących maski chirurgiczne stały się wszechobecne, podobnie jak tragiczne doniesienia o braku masek.

Poza Chinami służby zdrowia zalecają maski chirurgiczne dla pacjentów szpitali, którzy cierpią na gorączkę lub chorobę układu oddechowego lub którzy niedawno podróżowali do Chin.

Jednak biorąc pod uwagę, że maski chirurgiczne nie są dopasowane lub uszczelnione, należy je uznać za „ostatnią linię obrony”, mówi Julie Vaishampayan, MD, z Infectious Diseases Society of America.

„Martwimy się, że ludzie czują że otrzymują lepszą ochronę dzięki masce niż ona daje w rzeczywistości” – dodaje dr Vaishampayan.

Co więcej, maski chirurgiczne są często niewłaściwie używane. „Większość ludzi wkłada dłonie pod maskę, aby podrapać się po twarzy lub potrzeć nos”, zauważa dr Amesh Adalja, amerykański lekarz chorób zakaźnych.

Ponadto, służby zdrowia zalecają stosowanie masek filtrujących N-95 dla pracowników służby zdrowia mających kontakt z pacjentami podejrzanymi o zakażenie COVID-19.

Chociaż maski filtrujące filtrują więcej cząstek niż maski chirurgiczne, zapewniają ograniczoną ochronę przed koronawirusami. „95” oznacza, że w 95% przypadków maska, jeśli jest odpowiednio dopasowana, może odfiltrować cząsteczki o wielkości nawet 0,3 mikrona. Jednak ludzkie koronawirusy mierzą od 0,1 do 0,2 mikrona, więc maski mogą nie być w pełni wydajne.

Oczywiście władze proszą również pracowników opieki zdrowotnej o zwiększenie dbałość o higienę rąk. W końcu, kiedy zarażony pacjent kaszle, kropelki śliny mogą wylądować na ręce pielęgniarki, która ręką może dotknąć swojego oka, innego pacjenta lub poręczy łóżka oraz klamki. Możliwości transmisji są nieograniczone.

Jednak badania pokazują, że higiena rąk w szpitalu jest, mówiąc słowami WHO, „beznadziejnie niska” – często znacznie poniżej 40% –  a  76% pracowników służby zdrowia omija co najmniej jeden z kluczowych kroków wśród „Pięciu momentów higieny rąk” WHO.

Pracownicy służby zdrowia często nie używają wystarczającej ilości płynu do dezinfekcji rąk, pozostawiają nadgarstki odsłonięte, niewłaściwie zdejmują rękawiczki, próbują dezynfekować mokre dłonie, nie czyszczą grzbietów dłoni i pocierają dłonie tylko przez połowę zalecanych 20 sekund.

Wszystko to dzieje się nawet na oddziałach intensywnej terapii, nawet gdy personel wie, że jest obserwowany, a nawet gdy oferuje się pieniądze i nagrody za poprawę swoich nawyków.

Nie chodzi o to, że lekarze i pielęgniarki są nieostrożni – bynajmniej. To dlatego, że są w pośpiechu, przepracowani, zmęczeni i rozproszeni.

Z pewnością żaden pracownik służby zdrowia nie jest bardziej zmęczony i przepracowany niż pracownicy pierwszej linii epidemii COVID-19. Wśród nagłówków w wiadomościach: „Lekarzy w Wuhan obezwładnia płacz po bezsennych dniach” oraz „Strach i zmęczenie w zainfekowanych wirusem szpitalach w Wuhan”.

W tych okolicznościach przestrzeganie zasad higieny rąk jest bez wątpienia nawet niższe niż zwykle.

I z pewnością higiena wśród odwiedzających szpitali jest gorsza.

Chociaż światowe władze ds. Zdrowia wzywają odwiedzających do ograniczenia powierzchni, których dotykają, i „przestrzegania zasad higieny oddechowej i etykiety kaszelenia”, mało prawdopodobne jest, aby goście skrupulatnie przestrzegali tych wytycznych.

We wszystkich szpitalach niebezpieczne patogeny – wirusowe, bakteryjne lub grzybicze – przepływają przez poczekalnie, korytarze oraz do sal pacjentów, wdmuchiwane w ten czy inny sposób, przez systemy wentylacyjne i ciągły ruch ludzi, drzwi wejściowe, kurtyny prywatności a nawet prześcieradła.

Wybuch COVID-19 jest kolejnym przypomnieniem, że szpitale muszą nadać dezynfekcji powietrza wysoki priorytet.